Wpisy z okresu: 10.2009

- Wiem, że jestes gejem!

- To dobrze.

-  Właśnie nie dobrze! To był dla mnie szkok, kiedy sie dowiedziałam!
Dlaczego nim  zostałeś? Przecież,  to tak jakbyś sobie zafundował garb!

- I co myślisz,że teraz będę musił udowadniać wszystkim wokoło, że nie jestem wielbłądem?

- Wolisz wyjechać ?!

- Tak, wolę być wielbłądem na pustyni , niż jeszcze coś komuś udowadniać!

 
Teraz już czas wsiąść na prom.


   Nie znoszę przeprowadzek. To już moja trzecia w przeciągu dwóch lat. Kolejny raz zmieniam miejsce, ludzi. Przyniosłem kartony, które trzeba złożyć w pudełka a potem załadować do nich  rzeczy. Przecież to tak, jakby próbować spakować swoje życie. Czy to możliwe? Czy wszystko co, po nas pozostaje to kilka zapełnionych pudełek?

Pakowanie idzie mi ślamazarnie. Do wyjazdu jeszcze trochę zostało więc tłumaczę sobie, że nie ma co się śpieszyć.  Pakuje jedno, góra dwa pudełka na dzień. Trzeba przy tym zastanowić się co zabrać do Szwecji, co zostawić. Proces decyzyjny w tym zakresie nie należy do łatwych.

 

   Na pierwszy ogień poszły książki. Tego mamy z Edem najwięcej. On ma swoje książki medyczne i anglojęzyczne, ja beletrystykę. Nie rozumiem po co mu tytle książek, do których zagląda tak rzadko. Ed nie rozumie, po co mi tyle książek,  które nie są zbiorem faktów tylko zmyślonymi historiami. Podobno lekarze to otwarte umysły  ale Ed nie może do końca pogodzić się z twierdzeniem że empiryka odnosić się może zarówno do faktów jak i fikcji. Zastanawiam się co ważniejsze „Choroby wewnętrzne”  czy zbiór opowiadań Márqueza. Wezmę obie. Pewnie gdyby był Ed Márquez poszedłby do pudełka z napisem „do piwnicy”. Tym razem jednak mam przewagę i mogę decydować, co zabiorę zimnej Szwecji, a ciepło  Macondo na pewno przyda się  tam na długie zimowe wieczory.

   Dalej  zabrałem się za papiery urzędowe. Świadectwa, dyplomy, pożółkłe koperty, pisma z banków. Brr! Po co to wszystko człowiekowi?! Po co nam stosy zaświadczeń? Co one znaczną? Czy to, że mam dyplom  kucharza świadczy o tym, że ugotuje smakowity gulasz? Jeżeli świadectwo nie jest miara tego kim jesteśmy lub co umiemy, to co wtedy? Zawsze przerażała mnie moc dokumentów urzędowych; pieczątki, podpisy.

   Wśród nich są też pojedyncze kartki, listy, wizytówki, zdjęcia. 
   O! Karteczka zapisana odręcznym pismem,  z której można się dowiedzieć jak dojechać do domu mojej już byłej żony. W nią zawinięty jest stary bilet kolejowy:   mały, twardy, brązowy kartonik. Minęło tyle lat ale dalej jest miasto gdzieś w sercu Polski, gdzie z dworca kolejowego można wsiąść w   autobus nr  8  i wysiąść na 8 przystanku za cmentarzem.  Tam prosto trafić na dom z czerwonym dachem. Niestety nie mieszka tam już moja Kasia,  nie jest już zresztą moją i stała się Katarzyną.

   Woreczek z kosmykiem złotych loków mojej córy, przewiązany wstążką.  Pamiętam ścięliśmy jej długie włosy po pierwszej komunii. Teraz już nie ma złotych loków choć uśmiecha się tak samo promiennie jak dawniej.

   Wizytówka: „Piotr O… „ – pierwszy facet, z którym się spotkałem po trzech  latach małżeństwa.  Pamiętam;  że miał na szyi złoty łańcuszek z dużym krzyżykiem, pachniał drzewem cedrowym, szalenie  mi się podobał a na pożegnanie po spotkaniu,  przed wyjściem z jego domu  przytulił mnie do siebie jak nikt przedtem i pocałował w usta. Wtedy świat otworzył się przede mną. Co prawda  była to tylko mała szparka, bo kiedy kilka dni po spotkaniu zmógł mnie półpasiec, święcie wierzyłem, że to kara za moja niewierność. To jednak wystarczyło bym przestał wierzyc w kary i wszystko potoczyło się potem lawinowo.

   Koperta z listem. Na niepożółkłym jeszcze papierze  słowa  nakreślone równym pismem: „ Cześć! Mam 26 lat i jestem lekarzem…” Tak poznałem Eda, przez ogłoszenie prasowe. Napisał do mnie, nie znając mnie. Ja pojechałem na spotkanie  nie wiedząc jak wygląda Ed. Przechowuje ten list,   by nie zapomnieć tego podniecenia i nadziei jaka towarzyszyła nam na początku, moich wielkich oczu, kiedy go zobaczyłem i stwierdziłem z zdziwieniem, że  Ed nie wygląda jak chłopcy w kolorowych gazetkach ale coś mnie do niego przyciaga.

   Zdjęcie – ja i kumple z pracy w Zakopanym przy piwie. Wszyscy uśmiechnięci, obejmujemy się. Niczym starzy, dobrzy przyjaciele. Byłem na każde ich zawołanie przez ostatnie kilka lat. Dzwonili o każdej porze dnia,  nocy, w urlopy, w weekendy i  prosili o radę. Tak jakby byli pierwszy dzień w pracy i nie wiedzieli co zrobić, a ja cierpliwie tłumaczyłem, powtarzałem. Ed naśmiewał się z mnie; -„ po co odbierasz te telefony!? Wykorzystują cię a na koniec zapomną, że istniałeś”. Ja jednak uparcie wierzyłem, że ta pomoc jest im potrzebna, że to są moi przyjaciele. Odkąd powiedziałem, że odchodzę z pracy wystarczyły  trzy tygodnie, które jestem na urlopie  i telefon milczy. Nikt nie dzwoni z pytaniem: – hej co słychać,  jak się czujesz?  Teraz kiedy nie jestem w pracy, przestałem być im potrzebny. Czy to na pewno są przyjaciele?   Może Ed miał rację i za trzy tygodnie kiedy przestanę już pracować  na dobre zostanę tylko wspomnieniem, które pójdzie w niebyt wraz z ostatnim zamknięciem drzwi firmy?

 

Akt notarialny – umowa przedmałżeńska  z roku 1930  rodziców mojego taty. Nigdy nie przyznałem się, że to ja zabrałem ten dokument. Ale to jedyny materialny dowód moich więzów krwi. Tata teraz już przestał go szukać,  dobiega 80-tki i skurczył się. Robi się coraz mniejszy. Tak kurczyła się kiedyś jego mama  a moja babcia, teraz on.  Przyjdzie moment, że zrobi się tak mały, że nie będzie mógł żyć. Taka kolej rzeczy.
Ile mi czasu zostało? Ile pudełek będę w stanie jeszcze zapełnić? Czy dane mi będzie się choć trochę skurczyć?

Dlatego nie lubię pakowania, bo każda rzecz, którą dotykam stawia przede mną pytania, a ja nie umiem na nie odpowiedzieć. Na razie zatrzymałem się przy papierach, a gdzie tam do garnków, talerzy, ubrań i innych rzeczy. Pakowanie zajmie mi chyba cała wieczność.

- Wiesz …- wyrwa mnie z niebytu telefon Eda  –… jestem zmęczony, nie ma siły się już uczyć szwedzkiego! Przytyłem, jestem gruby jak bania a szwedzkiego jak nie umiałem przedtem, tak nie umiem i teraz. Rozmawiałem też z naszymi szwedzkimi znajomymi. Sąsiedzi posadzili  ich, że oni zaczepiają chłopców. Stwierdzili, ze wynoszą się stamtąd. Może ten wyjazd do Szwecji nie był najlepszym pomysłem?!

- Cholera! Teraz mi to mówisz!


  • RSS