Wpisy z okresu: 1.2010


   Nie lubię poniedziałków. Tutaj też. Po dwóch dniach wolnego; ciężko jest mi rano podnieść się z  łóżka, ciężko jest mi wyjść z domu, kiedy na zewnątrz ciemno i  drapać zmrożone szyby w samochodzie, a najciężej jest mi uruchomić szwedzkie szare komórki na pierwszej lekcji SFI (czyli szwedzkiego dla obcokrajowców), odpowiedzialne za mowę w tym języku, bo pomimo postępów w nauce, myślenie po szwedzku jest dla mnie na razie  niedostępne.

Co poniedziałek nasza nauczycielka szwedzkiego Barbaro ( to chyba szwedzki odpowiednik polskiej Barbary ale nie jestem pewien) zadaje na dzień dobry, w klasie dwa te  same pytania:

-„ Hur mår ni?”  czyli  “ Jak się macie?
 
 
-„ Vad gjorde ni i helgs?” czyli  „Co robiliście przez weekend?” 

   Za tym prostymi pytaniami  bynajmniej nie kryje się ciekawość Babro  do poznania naszego samopoczucia i odkrycia; co, kto z kim jak i dlaczego. Ale przyświeca im bardziej szczytny cel – edukacyjny tj.; utrwalanie słownictwa, zwrotów a przede wszystkim czasu perfekt w języku szwedzkim.
O ile odpowiedź na pierwsze pytanie  wywołała na ostatniej lekcji fale zgodnych odpowiedzi, wypowiedzianych prawie chórem przez klasskamrater ( podoba mi się to szwedzkie określenie, odnoszące się do kolegów z klasy, to prawie jak jak poskie fraternizować sie lumpami !!)

–„ Bra” – czyli dobrze,

o tyle drugie pytanie implikowało już różnorakość, która zadziwiająco wiele mówiły o nas. 

   Jeden klasskamraten- Mehmed ( wraz z postępami w nauce szwedzkiego, uczyniłem też postęp w przyswajaniu sobie niektórych imion i twarzy kolegów z kursu!!) stwierdził, że cała sobotę spał. Na pytanie Barbo co robiła rodzina jego i dziecko, odpowiedział, że też spali. W klasie zapanował ogólny śmiech; no bo jak można całą sobotę spać. A palestyńska piękność, o kruczo – czarnych włosach i trzydniowym zaroście na twarzy, ze spokojem stwierdził, kiedy pada śnieg i cały dzień jest ciemno, to po cały tygodniu, w sobotę najlepiej odpoczywa się śpiąc. Ponieważ  po szwedzku spać znaczy sova, rozmarzyłem się,  wyobrażając jak pięknie musi wyglądać Mehmed kiedy jest sovą. Nie ważne było dla mnie to co, co usłyszałem o Mehmedzie od Baśki – Polki. Baśka - Polka to Basia, Polka która też chodzi na SFI już od kilku miesięcy, tylko do innej grupy. Polka, bo ma trójkę małych, wiecznie chorujących dzieciaków. Przyjechała tu jak większość polskiej emigracji, bo w kraju nie było ją stać na kupno mieszkania, a tu nie dość, że dostała mieszkanie, to dobrze jej się powodzi mimo, że tylko mąż pracuje. Wpadliśmy na siebie szkolnej kawiarence,  gdzie wśród tłumu kolorowej większości, ktoś przepychał się  z całych sił do kasy  i głośno krzyczał  po polsku, że nie lubi kolorowej masy.  Zrobiło mi się wtedy dziwnie nieswojo i wstyd,  że mówię w tym samym języku co Baśka.  Baśka – Polka widząc, że Mehmed chodzi ze mną na szwedzki do jednej grupy, powiedziała, że to straszny typ i w dodatku jej sąsiad. Codziennie w jego mieszkaniu są;  jakieś imprezy do późna w nocy, jakieś krzyki  baby, płacz dziecka. Kiedyś Baśka nie wytrzymała i po północy,  gdy dziecko beczało przez dobra godzinę, poszła na góre do jego mieszkania. Otworzyła jej cziemnoskóra kobieta. Na jej twarzy  widać było ślady uderzeń. Zapytała ja; – kobieto co wy tu robicie, jest noc, przecież dziecko cały czas płacze, inni nie mogą przez was spać! Kobieta odpowiedziała jej, że  z uśmiechem na twarzy, że przeprasza ale u nich jak przynajmniej raz w tygodniu mąż nie zrobi jej awantury, nie uderzy jej, to znaczy że już mu na niej nie zależy, że już jej kocha. On oczywiście nie wylazł do mnie – dodała Baśka – bo bym go po pysku wystrzelała. Facet jest w ogóle jakiś dziwny typ – włosy wyżelowane , a jak baby z dzieckiem nie ma, to same jakieś chłopy od razu się schodzą się do mieszkania.  To chyba jakiś pedał – nie ma co. Ciągle mam z tymi kolorowymi jakiś problem dlatego ich nie lubię – zakończyła opowieść Baśka. Zawsze kiedy widzę  Mehmeda przypomina mi się ta opowieść i zastanawiam się czy;  moja piękna milcząca sova faktycznie co tydzień zostawia ślady na twarzy swojej żony, dlaczego spotyka się tylko z mężczyznami pod nieobecność rodziny? Myślę też o tym że m.in. własnie z powodu niechęci jaką  budzi u większości ( tak jak u Baski – Polki) słowo gej wyjechałem  z mojego kraju. 

   Potem w klasie zabrała głos Sama – lekarka z Libii.  Zaczęła opowiadać o tym, że była na zakupach  i kupiła prześliczny różowy sweterek dla  małej 2 –letniej bratanicy. A kiedy  o tym mówiła widać było, jak pod brązowa skóra różowią się jej policzki. Barbo od razu to dostrzegła i zapytała czy lubi siostrzenice, potem  dorzuciła pytanie czy lubi dzieci. No i rozwiązał się worek odpowiedzi  ze strony Samy, z których mozna było ułożyć takie fakty, że Sama jest ze swoim mężem od 4 miesięcy w Szwecji, wynajmują  parter małej willi, gdzie mają pięć pokoi… No i z uśmiechem dokończyła za Samę Barbaro czas najwyższy je zapłenić. Sama na te słowa znowu się zarumieniła i spuściła wzrok. Na to wszystko w dyskusje włączył się wiecznie rozkrzyczany Meksyk  czyli Elena, która lubi dużo tańczyć i dobry alkohol, i kocha  tak jak ja Marqueza a jej ulubioną powieścią jest ” Kronika zapowiedzianej Śmierci”, której hiszpański tutuł brzmi wprost magicznie. Zaczęła krzyczeć po szwedzku ze śmiesznym hiszpańskim akcentem – Jo, Jo, Huanita ska ha ett barn !!! Co oznaczać miało, ze Huanita z Chile będzie miała dziecko.  Potem okazało się, że dzieci też będą miały niedługo dwie Afryki w turbanach na głowie. Czyli wkrótce będziemy mieć tutaj mała porodówkę.

   Było całkiem wesoło kiedy głos zabrała Bośnia z piersiami jak dwie mleczarnie, której imienia wciąż nie mogę zapamiętać. Zaczęła opowiadać z kolei   historie, jak to w środku nocy została ona i jej chłopak  obudzeni przez krzyki dochodzące z mieszkania sąsiadów. To mężczyzna Szwed bił swoja żonę Szwedke. Była straszna awantura, krzyki i chłopak Bośni – policjant musiał zadzwonić po swoich kolegów. No tak a więc i w Szwecji zdarzają się takie historie, nie dotyczą one jak widać tylko obcokrajowców. Myślałem, że w tej idylli takie rzeczy są niemożliwe, że tutaj wszyscy są; dobrzy, tolerancyjni a po ulicach chodzą sami geje i lesbijki(!!). Widać jednak, że przemoć w szwedzkich rodzinach jest obecna. Po ulicach  wcale nie chodzą  geje, ja przynajmniej takich nie widziałem poza sobą i Edem,  nie mówiąc już o trzymający się za ręce.
Swoja drogą ile razy Bośnia coś zaczyna mówić  zawsze patrzę na jej piersi nie dlatego, że są duże, ani tym bardziej dlatego, że mi się podobają  ale dlatego, że wyglądają  jakby były nabrzmiałe od nadmiaru mleka. Zastanawiam się czy; to dlatego, że nie są regularnie opróżniane przez ssanie dziecięcych ust, które zostały w Bośni? Co takiego się stało tam, że matka zostawiła małe chłopięce usta w dalekim kraju razem z ojcem i przyjechała do Szwecji, do swojego policjanta. Nawet gdybym miał okazję, to bym nie zapytał.  Nie dlatego, że bałbym się usłyszeć opowieść o tym, jak poznała swojego policjanta, który przyjechał na misję pokojowa do Bośni, że było to krótko po wojnie, którą… . Nie istotne jak przebiegałaby ta opowieść, i jak byłaby straszna ale wiem, że wypełniona byłaby jej łzami . Widziałem raz, co się nią dzieje, jak nie potrafi opanować emocji, kiedy opowiada o  dzieciach. Było to na zajęciach. Każdy z nas miał przynieś drobny przedmiot, z jakiś powodów dla niego ważny i opowiedzieć coś o nim oczywiście, po szwedzku. Ona przyniosła wtedy książkę  Dave Pelzer, nie pamiętam już angielskiego tytułu, która opisuje los malterowanego chłopca. (Przyznam się, że nie czytałem tego). W połowie swojego wywodu , kiedy zaczęła opisywać, to co złego zrobiła matka chłopcu zaczęła płakać i nie mogła dokończyć. Poczułem wtedy i chyba wszyscy inni też, bo zapadła grobowa cisza, że te łzy nie były wyrazem przejęcia nad losem bohatera książki  ale były prawdziwymi łzami matki, i dotyczyły tego wszystkiego co stało się tam daleko w Bośni.

   Oczywiście w relacjach, z tego co robiliśmy przez weekend  nie mogło zabraknąć głosu nadwrażliwej Chinki Kate. Jej opowieść będącą kompilacja szwedzko-angielskiej mowy  z chińskim akcentem – (rzecz nie do opisania!!) była krótka. Powiedziała, że wprowadziła się do nowego domu - małej willi pod miastem, razem ze swoim chłopakiem Szwedem.  Miała okazję poznać najbliższych sąsiadów wśród, których jest  m.in. para dwóch mężczyzn. Mieszkają razem z czteroletnim dzieckiem. Kate stwierdziła, że nie rozumie dlaczego dwóch mężczyzn mieszka i wychowuje małe dziecko - Det är konstigt! Zakończyła swój wywód. Na to odezwała się Barbo, która ze zrozumieniem pokiwała głowa i powiedziała, że to jest konstigt że dwóch facetów mieszka razem i jest konstigt jak dwóch facetów mieszka  razem i wychowuje dziecko. Wtedy od razu uruchomiły się moje szwedzkie szare komórki i dotarło do mnie, że konstig znaczy dziwny a wiec jestem dziwny także i tu nawet dla szczycących się swą tolerancyjnością Szwedów. Nie zdążyłem jeszcze dobrze pomyśleć nad tym, co usłyszałem, kiedy w klasie rozpętała się  ogólna wrzawa,  we wszystkich możliwych językach: arabskim, hiszpańskim, serbskim, angielskim nawet chińskim. Wszyscy coś miedzy sobą komentowali,  każdy w sowim języku  a ponad tym co jakiś czas słychać było powtarzane szwedzkie konstigt. Była to jak biblijna Wieża Babel, na której  Bóg pomieszał kiedyś języki abyśmy nigdy nie mogli być jedno, abyśmy zawsze stanowili osobne byty, myśli i czyny. Dziwnym trafem w całym tym zgiełku tylko ja i Mehmed siedzieliśmy milcząc. Choć wszystko we mnie się gotowało, przeszła mi ochota na mówienie czegokolwiek o sobie. Serce jednak jeszcze  się  wywarło i chciało głośno krzyczeć, że ja też mieszkam  z facetem i co też jestem konstigt!  Czy jednak  warto?
Szwedzi próbują uczynić obcokrajowców na wzór i podobieństwo swoje. Nigdy im się to jednak nie uda. Zawsze pozostanie  z tego tygiel,  papka   językowo- kulturowa, bo o ile da się nauczyć innych swojego języka, o tyle nie da się narzucić;  kultury, poglądów , sposobu  patrzenia i odbierania rzeczywistości. Tyle lat  próbuje się w tym kraju wypracować  doktrynę, w myśl której  szwedzkie społeczeństwo to naród;  tolerancyjny, otwarty na różnorodność i odmienność.   Wystarczy jednak  jedno słowo  zwykłej nauczycielki,  z krzywo obciętymi, brudnymi paznokciami konstigt  i okazuje się, że  akceptacja i otwartości to w gruncie rzeczy tylko wyuczony pozór, że mniejszość zawsze postanie odmienna, i zawsze będzie konstigt. Po raz pierwszy poczułem się konstigt w tym kraju. Zadałem sobie też sprawę, po raz kolejny zresztą, że nie da się wyuczyć, narzucić tolerancji do  dwóch facetów mieszkających razem, do dwóch facetów wychowujących wspólnie dziecko czy  brązowego koloru skóry. Trzeba samemu doświadczyć; że odmienność może być normalna a wtedy przestanie być konstigt.
Nie tak dawno usłyszałem od znajomej;  „ – do tej pory uważałam, że wychowanie dziecka przez dwóch facetów to zła  sprawa, że może wpłynąć na psychikę dziecka. Myślałam tak  bo,  tak byłam  nauczona, wychowana. Dopiero pobyt tu, poznanie Ciebie i Eda oraz pary lesbijek, zmieniło mój pogląd  na sprawę.” Właśnie dzięki temu, że  coś przestanje być dziwne a staje się normalne bliżej nam będzie do wspólnoty  niż do tygla Wieży Babel.


   

Jak wygląda zima w Szwecji?  Znajoma Eda z pracy ( również Polka)  w lużnej rozmowie ze Szwedami, chciała wyrazić swój zachwyt  nad pięknem  tutejszej przyrody i stwierdziła, że:-  „siedziała sobie któregoś popołudnia w kuchni ze swoim „sambo” (  to bardzo popularne szwedzkie określenie dla osoby, z którą żyje się w niezalegalizowanym związku ), jedli obiad a  za ich oknem na śniegu spacerowała… antylopa”?!!  Taki mały lapsus językowy. Zamiast powiedzieć  jeleń wympsnęło się jej antylopa.  Choć nie wiem jak można pomylić tak dwa różniace się szwedzkie słowa. W taki oto sposób powstała bajka o zagubionej wśród śniegów Sverige  antylopie… Bajkę tą  snujemy, gdy za oknem jest śnieg, na stole ciepła herbata z sokiem malinowym  a w całym domu czuć zapach świeżo upieczonego piernika. Można jeszcze dodać trochę muzyki ( patrz ostatni odnośnik- czytam. oglądam, słucham ) no i bajka robi się całkiem interesująca.

Sny…

8 komentarzy

   Podobno  „sny są językiem Boga”,  jak mówi Coelho, może faktycznie coś w tym jest.  Jakiś czas przed wyjazdem miałem sen. Śnił mi się dom mojej babci  z dzieciństwa. Pachniał jak zawsze latem,  świeżo ściętą trawą i soczystymi gruszkami.  Podszedłem  do drzwi wejściowych wszedłem do środka. Przywitał mnie przyjemny chłód. Otworzyłem drzwi pokoju z nadzieja spotkania babci ale było tam pusto. W korytarzu spotykałem jakiś ludzi, zapytałem gdzie jest babcia, powiedzieli, że na strychu. Wspiąłem się tam po drewnych schodach, przez które prześwitywało słońce. Na górze niestety nie było nikogo.  Pod oknem stała duża drewniana skrzynia. Pamiętam ja bardzo dobrze. Podszedłem bliżej,  uniosłem wieko i uśmiechnąłem się, bo całe wnętrze było wypełnione ziarnem jęczmienia. Dokładnie tak jak w czasach gdy byłem mały. Zamknąłem więc oczy i włożyłem ręce głęboko w ziarna.  Słońce  zatrzymało się w miejscu, czas przestał tykać  i  słyszałem  jak ktoś mówił;  p a m i ę t a j.  Nie mogłem otworzyć oczu bo wiedziałem, że  wtedy zobaczę swoją babcię, a  nawet w snach boje się oglądać umarłych.  Kiedy  całym sobą próbowałem powstrzymać otwierające się powieki, obudziłem się. Nie wiedziałem co znaczy ten sen,  choć wydawało mi się znamienne, ze śni mi się one przed wyjazdem do Szwecji.
    Potem w natłoku spraw zapomniałem o nim.
Kiedy przyjechaliśmy do Skogslyckan i zaskoczyła mnie wielka ilość duktiga svenska gruszek nie przypomniały zapachu mojego snu. Gdy temperatura spadła poniżej 15 stopni i wciąż padał śnieg,  mój dziwny sen powrócił.  Znowu  jak poprzednio powróciłem  do tego samego miejsca, i znów wszystko potoczyło się jak za pierwszym razem. Po przebudzeniu nadal nie wiedziałem o czym mam pamiętać. Próbowałem sobie to wyjaśnić naukowo  i gdzieś wyczytałem, że „sny powtarzające są bardzo ważne, gdyż przeważnie poruszają istotny problem dla śniącego. Podświadomość przekazuje nam coś, lecz my nie umiemy odebrać właściwie jej komunikatu. Wtedy próbuje po raz kolejny.” Zastanawiałem się jakie problemy mi sygnalizuje ten sen.

   Niedługo potem niesiony kolorową świąteczną atmosferą, przemogłem się i po raz pierwszy, na stoisku z rybami na Kungsgatan  kupiłem  świeże filety dorsza. Dotykając, po raz pierwszy, świeże mięso  poczułem się tak jakbym wkładał ręce do skrzyni  z ziarnem pełnym zboża, na strychu w domu babci. Przez chwilę nawet wydawało mi się, że   odkryłem tajemnicze znaczenie mojego  snu, aż do momentu gdy zacząłem  lekturę  nowej książki, która przyszła z Polski Łskawe. Trafiłem tam na fragment; „ na początku rodzice człowieka łączą się w parę, powstaje kropla, w która Bóg tchnieniem wpuszcza duszę ludzka. Następnie Anioł zanosi krople  rankiem do Piekła wieczorem do Raju a potem pokazuje jej gdzie będzie żyła na ziemi  i gdzie zostanie pochowana… anioł wkłada krople w ciało matki… i jak tylko wyjdzie,  Anioł przeciąga dziecku palcem pod nosem, i dziecko zapomina wszystko co dotąd się działo” . Dopiero wówczas stało się dla mnie jasne co mam pamiętać. Wyjechałem do swojej „ziemi obiecanej”. Dostałem nowe życie ale nie zaponę tego co było; ani dobrych ani tych złych chwil.  Nie jestem przecież dzieckiem, któremu Bóg daje przywilej niepamiętania. Dlatego poznając tu nowych  ludzi, ucząc się wyrażać zdziwienie poprzez głębokie westchniecie na wdechu jak to robią Szwedzi czy próbując świeżego łososia, będę pamiętać co to; nienawiść, złość, miłość. Bo nie narodziłem się tu i teraz  i  nawet jeśli zdołam  coś wymazać z pamięci i zdołam kiedyś nauczyć się mówić i myśleć w języku „ziemi obiecanej” to zawsze pozostanę jak znajoma, która połowę życia mówiła po rosyjsku a połowę polsku. Teraz zaś zależnie od miejsca, w którym jest w danej myśli i śni bezwiednie  języku tego miejsca.
   

2010

7 komentarzy

GOTT NYTT  ÅR !!!

czyli

Szczęśliwego Nowego Roku!!!


  • RSS