Zastanawiam się ostatnio czy naszym życiem rządzi przypadek czy raczej wszystko jest z góry zamierzone? Co decyduje o tym, że rodzimy się akurat w tym czasie i miejscu? Dlaczego na swojej drodze spotykamy  taką a nie inna osobę? Dlaczego wydarza się to czy tamto? Pytania, które stawiało przede mną wielu innych a ile ludzi tyle opinii.


   Urodziłem się dawno temu i nie miałem wpływu, zresztą jak wszyscy inni, na to gdzie i kiedy. Już przy narodzinach skazany byłem zatem na małomiasteczkowość i to polską. Nie miałem także wpływu na to, że o wiele bardziej pociąga mnie płeć brzydka, choć wszyscy wokoło udowadniali, że piękna może być tylko kobieta  a kochamy tylko, to co jest piękne. 
   Kiedy byłem młody podjąłem nieudana próbę  wyzwolenia, od tego co mi narzucono w chwili narodzin. Zakochałem się.  Najpiękniejsze uczucie na świecie, równie silne jak nienawiść, która poznałem o wiele później. Wydawało się, że mogę wszystko. Przekreślić to  skąd jestem.  Zamknąć usta wszystkim wokoło a nawet zdołam sprawić by Krzyś, bo tak miała na imię moja miłość, z czasem zdoła mnie pokochać. Nie dane mi było jednak nigdy tego się dowiedzieć. Późnym wieczorem, dawno, dawno temu, prawie tak dawno jak w starożytności, dopadła mnie wiadomość; „ Krzyśka samochód, wpadł pod ciężarówkę, nikt nie przeżył! „ W jednej chwili cała moja moc uszła ze mnie jak powietrze z przebitego balonu. Świat stał się dla mnie szary. Zacząłem śnić sen, który wracał do mnie jak bumerang. Jestem w domu, ktoś dzwoni do drzwi, otwieram i widzę stojącego przede mną Krzycha. Wyciąga po mnie ręce i mówi;” – Chodź ze mną!”.   Po tych słowach zawsze budziłem się cały zlany potem. Po raz pierwszy, ale jak potem miałem się przekonać błędnie, odczułem, że bóg naprawdę istnieje i taka może być kara za to, że postępuję się nie tak jak on tego chce. Wtedy też miałem się znaleźć w tym samochodzie. Skoro mnie zabrakło, znaczy to, że dostałem druga szansę.
   Zmieniłem się; zacząłem postępować jak wszyscy wokoło: znalazłem sobie kobietę. Regularnie uprawiałem z nią seks  i ze zdziwieniem stwierdziłem, że sprawia mi to nawet przyjemność. Pomyślałem bóg tak chce  a skoro tak, to potem był już tylko: ślub, małżeństwo, dziecko. Na wszelki wypadek jednak starałem się unikać jazdy samochodem. Jak bardzo się myliłem, miałem przekonać się wkrótce. Nauczyć i przyzwyczaić można każdego, do wszystkiego. Więcej można tylko sobie wmówić. Nie da się jednak zabić prawdy. Przyszedł dzień kiedy w moim życiu pojawił się znowu mężczyzna. Byliśmy  razem na delegacji.   On piękny przystojny a ja po kilku latach małżeństwa zmęczony życiem. To on niczym podstępny wąż ocierał się o mnie, szeptał miłe słówka do ucha przy alkoholu, aż skończyło się wszystko spaniem w jednym łóżku i seksem. Czekałem co na to bóg ale on nic. Milaczał jak zaklęty. Nie przejechał mnie żaden samochód, nie poraził mnie żaden grom.  „ Świat milczał na to com uczynił.”  Dlaczego? Zacząłem się zastanawiać; a co jeśli się pomyliłem. Jeśli wtedy z tym samochodem to nie bóg tylko przypadek.  Jeśli przy narodzinach to też tylko przypadek.
” Jeśli świat nie jest rozsypaną przed nami łamigłówką, tylko zupą, w której pływają bez ładu i składu kawałki, od czasu do czasu zlepiające się przez przypadek w jakąś całość? Jeżeli wszystko, co istnieje, jest fragmentaryczne, nie donoszone, poronne, zdarzenia mają koniec bez początku albo tylko środek, sam przód albo tył, a my wciąż segregujemy, wyławiamy i rekonstruujemy, aż zaczynamy widzieć całe miłości, całe zdrady i klęski, chociaż naprawdę jesteśmy cząstkowi, byle jacy.”  Tak wątpiąc doszedłem do tego, że  nie mogę tak dalej. Zastanawiałem się jak mogłem się tak pomylić i przypomniałem sobie oglądane kiedyś w teatrze przedstawienie „ Kalkwerk”, w którym główna  bohaterka po ponad 20 latach małżeństwa krzyczy; „ czy można się było tak pomylić”? Nie wiedziałem czego chciał ode mnie bóg? Nie wiedziałem czy w ogóle czegoś chciał? Nie wiedziałem czy tamten wypadek – przypadek był dowodem na jego istnienie? Nie wiedziałem czy bóg w ogóle istnieje? Zerwałem z dawnym życiem. Poznałem Eda. Zostawiłem kobietę , dziecko. Postanowiłem uciec jak najdalej od miejsca, gdzie się urodziłem, gdzie siebie zdradziłem, innych skrzywdziłem. Mój wybór padł na Szwecje, która jest dla mnie tak samo wyobcowana jak teraz miejsce gdzie się urodziłem. Tutaj jednak wiem, że każdy napotkany po drodze człowiek jest czystą wypadkową, i nie ma się co zastanawiać dlaczego. Im dłużej chodzę po świecie tym co raz częściej skłaniam się jednak ku teorii, że; ” religia, filozofia są tylko klejem, którym wciąż składamy i zbieramy rozpełzające się w ochłapy rzecz, żeby je złożyć w sens… tymczasem wszystko jest tylko zupa. Czy dziecko będzie piękne czy brzydkie? Czy muzyka da mu rozkosz? Czy dostanie raka? O tym wszystkim decyduje gra w kości. Statystyka stoi u naszego poczęcia, ona wylosowuje zlepki genów, z których tworzą się nasze ciała, ona wylosowuje naszą śmierć. O spotkaniu kobiety, którą pokocham, o mojej długowieczności, o wszystkim decyduje normalny rozkład statystyczny… Skoro rozpacz, piękno, radość i brzydota są dziełem statystyki … istnieje tylko ślepa gra, wiekuiste układanie się przypadkowych wzorów. Nieskończona liczba Rzeczy szydzi z naszego umiłowania ładu. Szukajcie – a znajdziecie; zawsze w końcu znajdziecie, jeżeli będziecie tylko dość żarliwie szukali, statystyka bowiem niczego nie wyklucza, czyni wszystko możliwym, jedynie mniej lub więcej prawdopodobnym…dlatego może… i Bóg istnieje tylko czasami? Może i my … jesteśmy tylko czasami, to znaczy: raz mniej, niekiedy prawie znikamy, rozpływamy się…”

   Opowiadam tą historie – teorie dlatego, bo usłyszałem, jak w miejscu gdzie się urodziłem z przypadku – wypadku, próbuje się zrobić  dowód, że „sprawiedliwość boska istnieje”. A co jeśli to tylko przypadek, a tam już niektórych z tragicznie zmarłych w katastrofie lotniczej wyniesiono na ołtarze jak dawanych męczenników wiary. A co jeśli to na prawdę tylko zupa? To kto tu wtedy z kogo zadrwił?