Wpisy z okresu: 5.2010


No i za niecałe dwa tygodnie opuszczamy nasze Skogslyckan
. Gnani chęcia znalezienia lepszego jutra jedziemy na północ Sverige, tam gdzie lato trwa bez przerwy przez dwa miesiące a zimą nie widac dnia...

   Ostatnio co noc śni mi się Polska. Polska – tym mianem określam wszystko to, co było przed moim wyjazdem. W snach wracają: sytuacje, ludzie z pracy, domu. Wędruje ulicami różnych miast, spotykam znajome twarze ale wszystko jest jakieś odwrotne. Znajomi z pracy patrzą na mnie jakby, widzieli mnie pierwszy raz. Rodzice pytają dlaczego wczoraj nie wróciłem na noc do domu. Co raz częściej otwieram drzwi, za którymi słyszę znajomy głos: – „ wchodź szybko zaraz zaczynamy pisać maturę”. Siadam w ławce  i widzę  na tablicy temat: „ Dlaczego podoba  ci się w Sverige?”. Może to jakiś rodzaj obłędu, w który zaczynam tu popadać. 

   Prawie miesiąc temu zaczęła się wiosna. Słońce świeci codziennie ale wieje zimy wiatr. Słyszę jak gwiżdże przez wszystkie szpary na balkonie. Nocami temperatura jest niska. Czasami gdy rano wsiadam do samochodu muszę zdrapywać mróz z szyb. Zakwitły żonkile,  i coś co przypomina  kaczeńce. Dzień zaczyna się grubo przed szósta a zmrok zapada dopiero przed dziesiątą. Może dlatego Ed ciągle powtarza:” zmęczony jestem”. Dziwna ta wiosna tutaj. Bez tego szaleństwa zieleni, które pobudzało do życia wszystkie zmysły w Polsce.

   W niedziele pojechałem z Edem do  Fjällback . Typowy szwedzki krajobraz Bohuslänu. Skaliste wybrzeże pokryte gęsto charakterystycznymi, czerwonymi domkami. Niezliczona ilość pomostów, przy których stoją przycumowane małe łódeczki, żaglówki, jachty, motorówki. Specjalność Szwedów. Spacerowaliśmy wzdłuż brzegu, a zimny wiatr od Skagerrak  dmuchał mi prosto w plecy. Po kilku minutach byłem zmarznięty jak sopel lodu. Dlatego zamiast zachwycać się pięknym krajobrazem stopionym w promieniach słońca, widziałem tylko szare morze, stare, odrapane drewniane domki. Niedzielna wyprawa spowodowała to, że w poniedziałek rano nie mogłem się podnieść z łóżka, nie mogłem siedzieć na krześle, nie mogłem zgiąć się by, zawiać buty. 
   Pomimo przeszywającego bólu w plecach pojechałem na zajęcia szwedzkiego SFI.  Tego dnia nauczycielka postanowiła zrobić nam  lekcję poglądową. Zamiast siedzieć w klasie poszliśmy oglądać budząca się do życia przyrodę. My gromadka dużych dzieci uczyła się jak po szwedzku nazywa się: brzoza, sosna jodła, żonkil, słowik, rzeka, wodospad,  młyn.

- Jätte fin naturen !- powiedziała nauczycielka.

-Ja, ja- kiwały głowami nad tym zachwytem dzieci z:  Kanada, Australia, Litwa, i całej reszty świata.

- Jätte fin! - powtarzała nauczycielka, próbując w każdym z osoba i we wszystkich razem  wzbudzić zachwyt nad pięknem szwedzkiej przyrody. W tym przekonywaniu była łagodna cierpliwa i uśmiechnięta, jak wszystko co szwedzkie. Jednak moje plecy od razu rozpoznały tak jawna indoktrynacje, reagując ostrym, dojmującym bólem i kazały wynosić mi się gdzie pieprz rośnie. Pamiętały bowiem doskonale, jak  próbowano udowodnić, że „ Słowacki wielkim poetą był”,  i nie dały sobie za nic w świecie „przyprawić gęby”.

- Dlaczego ma mnie coś zachwycać, skoro nie zachwyca?

-  Bo tu tak wszyscy robią,  taki świat Szwedzi sobie stworzyli – odpowiedział Ed. Uważają, że maja najlepszy dostęp do opieki zdrowotnej, mogą korzystać ze wszystkich świadczeń, mają najlepszy system podatkowy i najpiękniejszą przyrodę. Ja się pytam  tylko, co w tym godnego zachwytu skoro w tym systemie opieki, szwedzki lekarz najczęściej nie stawia trafnej diagnozy i nie wdraża odpowiedniego leczenia, co godnego zachwytu jest w płaceniu wysokich podatków, z których potem korzystają najwięcej, ci którzy nie płacą, co godnego zachwytu jest w naturze, która wygląda jak retuszowane zdjęcie. Nieźle ich ktoś upupił. Potrafią się tylko uśmiechach i kiwać głowami. Zero okazywania uczuć. Takie muły emocjonalne.

- Cholera to dlaczego wybraliśmy ten kraj na miejsce naszego życia ?

- Też się zastawiam

   Kastutis znajomy z Litwy, który mieszka tutaj prawie dwa lata, mówi że codziennie rano zadaje sobie pytanie: co ja tutaj robie, w tym kraju gdzie nie widać ludzi na ulicach, nie toczy się normalne Zycie na podwórkach, nie widać krów w zagrodzie? Niezłe pytanie. No właśnie co my tutaj robimy? Uciekając przed zgiełkiem tempem problemami życia  wybraliśmy wyspę z napisem raj ale okazuje się ze nawet w raju trzeba się przystosować, trzeba być jednakowym, nieżywym. 

   Wczoraj Ed miał rozmowę w sprawie nowej pracy. Pojechaliśmy zupełnie na północ. Po obu stronach drogi ciągnął się tylko las, las i las. Nie było widać życia. Zatrzymaliśmy się na parkingu w tym szwedzkim mieście. Ed poszedł na spotkanie a ja czekając zabijałem czas oglądaniem przechodzących ludzi. Pani na rowerze, z koszyczkiem z tyłu wypchanym siatką, pewnie wraca z zakupów. Dwóch starszych panów w jednakowych dresach i adidasach, biegnie powoli. Pani w czarnej kurtce, trzyma przy uchu telefon, nie otwiera ust, nie gestykuluje, może słucha muzyki. Pan z aktówką w ręce, gruby i duży, wygląda jakby każdy krok sprawiał mu ból. Nastoletni rowerzyści on z kucykiem na czubku głowy ona z filetowymi włosami, jadą koło siebie i rozmawiają. Trzy arabskie kobiety z chustkami na głowach, Ida i cicho rozmawiają miedzy sobą. Miałem  wrażenie jakby obrazki wyświetlały się przede mną w zwolnionym tempie. Wreszcie pojawia się pan koło 30-tki z pieskiem na smyczy. Mały, biały,  puchaty labrador. Szczeniak wyrywał się, ogryzał smycz, skakał na nogi mężczyzny.  Helvete! -  jak przeklinają czasem Szwedzi.  Jednak jest tu  ktoś żywy. Całe szczęście, myślałem przez moment, że jestem w piekle.  Trzeba obudzić się z tego snu, znaleźć lepiej płatna prace, duża ilość szwedzki krunów, jak nazywam szwedzkie pieniądze, na pewno poprawi humor, wyjechać na wakacje gdzie będzie można leżeć na rozgrzanym pisaku i pływać w błękitnej wodzie. No i koniecznie musimy kupić psa, którego nazwiemy NADZIEJA.


  • RSS