Wybrałem się nad morze, mimo że jest ono tu tak blisko, trzeba przemieścić się jedynie z północnej do południowej części miasta, rzadko tam bywam. Dzisiaj zapragnąłem jednak obezwładniającej ciszy płynącej z wody, powiewu wiatru i krzyku mew. Zamiast tego zastałem  brudny od szlamu i różnego rodzaju nieczystości  brzeg oraz bezwietrzną nieruchomą wodę. Stan ten burzyły tylko co jakiś czas siadające na jej powierzchni z mewy. Szedłem i patrzyłem na targowisko próżności, które wyrzucił na brzeg niedawny odpływ. Na piasku było wszystko poczynając od połamanych muszli, patyków, wyschniętych wodorostów po pojedyncze papiery i … zużyte prezerwatywy. Taki widok  jakoś kłócił się ze szwedzkim umiłowaniem porządku  ale uruchomił moją wyobraźnie. Kto był owym szczęśliwym użytkownikiem porzuconego gumowego skarbu. Czy młodzik o gładkich pośladkach, który napinał je w świetne księżyca biorąc od tyłu  poznanego godzinę temu przystojniaka. Czy rudzielec,  na którego kolanach musiała długo podskakiwać dziewczyna o małych piersiach aby przy końcowym wysiłku mógł on  zrzucić kawałek bezowej gumy niedbale na ziemię. A może to był WEBER. Przydomek ten daje wszystkim onanistycznym bajarzom. Weber to męża znajomej. Przez długi czas pełnił zaszczytna funkcje męża i pędził żywot iście kawalerski. Pracował w Trójmieście, wolne chwile spędzał grzecznie w służbowym mieszkaniu. Jakież zdziwienie było żony, kiedy w trakcie jednych z nielicznych odwiedzin za łóżkiem odkryła zużytą prezerwatywę. Zdradzasz mnie  – krzyknęła oburzona. Ależ nie kochanie-  odpowiedział.  Pewnego wieczoru czułem się tak samotny, ze waląc konia nałożyłem sobie prezerwatywę, by zwiększyć swoje doznania. Zawsze kiedy widzę gdzieś zużytą prezerwatywę przypomina mi się ta opowieść. Tym razem też wyobraziłem siedzącego nad brzegiem morza faceta, który w celu zwiększenia swoich doznań, nakłada sobie prezerwatywę i w blasku księżyca próbuje doprowadzić się do rokoszy. 
   Funkcja męża  przypomniała mi odległą przeszłość, kiedy sam ją pełniłem. Z przerażaniem uświadomiłem sobie, że to dziś właśnie minęła kolejna rocznica mojego ślub. Zastanawiałem się, już teraz jako nie-maż, jak wiele się wydarzyło po drodze, że teraz spaceruje na brzegiem Morza Północnego i zachwycam się widokiem zużytej prezerwatywy ? Jak zmieniłem się ja, moje życie, myślenie ? 
   Tak w tym swoim zamyśleniu poszedłem w stronę pobliskiego cypla, który wcinał się głęboko w morze  a na nim  na kilku ławkach siedzieli zwróceni w stronę horyzontu szwedzcy staruszkowie i staruszki w czarnych okularach przeciwsłonecznych. Tik Tak słońce wychodzi za chmury staruszkowie, kierują okulary w jego stronę. Tik Tak przelatuje mewa i krzycząc zanurza głowę w wodzie, staruszkowie kierują okulary na nią. Wokoło  zaś cisza, która mogłaby zabić. Jakie to szwedzkie. Nic się nie dzieje a jakoby się działo aż nadto. 

   Dokładnie tak  minęły nam te 7 miesięcy życia w Sverige. Co wydarzyło się przez ten czas, czego się nauczyłem, czego się dowiedziałem?
   Po pierwsze ludzie pamiętają o tobie jeżeli jesteś w zasięgu ich wzroku. Od momentu wyjazdu za granice grono naszych znajomych skurczyło się tak znacznie, ze można ich policzyć na palcach jednej ręki i jeszcze coś zostanie. No cóż niestety jeżeli nie jesteś komuś potrzebny, nie możesz służyć doraźna pomocą a kontakt z tobą wymaga użycia telefonu albo skypa odkładają to na potem i często okazuje się ze już nie ma żadnego potem. Oczywiście są w tym zakresie chlubne wyjątki, które tylko potwierdzają regułę. 
   Po drugie; zaraz po przyjeździe okazało się, że życie moje i Eda wygląda inaczej niż w Polsce. Nie żyjemy w pędzie. Z racji ograniczonej ilości znajomych, wolny czas, którego tutaj mamy w nadmiarze przypomniał nam, że żyjąc we dwoje można rozmawiać, śmiać się, wspólnie oglądać filmy, grac w karty, chodzić na siłownie. 
   Po trzecie odkryliśmy, że w Szwecji jest sporo ludzi, zorientowanych homoseksualnie, którzy wyjechali zwiedzeni reklamą raju, w którym tolerancją oddycha się jak powietrzem. W Polsce bali się ujawnić, więc czasem kiedy nagle  wpadał do mieszkania, ktoś z rodziny to  nieszczęsna druga połowa musiała ukrywać się w szafie.  Tak, tak  to nie żart. To autentyczne zdarzenie, o którym opowiadali znajomi  ze Szwecji, którzy zaprosili nas  niedawno na łódki. Ludzie ci są miętowi. Dlaczego?  Już wyjaśniam. Czy ktoś zastanawiał się skąd pochodzi nazwa mięta? Ja do tej pory nigdy. Kiedy jednak siedziałem u tych o owych znajomych i popijałem drinki z lisicami mięty, zjadałem się mięsem polanym sosem jogurtowo miętowy, zacząłem się zastanawiać. Poszperałem więc w Internecie i co się okazało, że mięta ma swój źródłosłów w greckiej mitologii.  Według legendy Persefona, żona Hadesa, stała się tak zazdrosna o nimfę Minthe, w której zakochał się jej mąż, że, używając całej swej boskiej siły, zamieniła rywalkę w niepozorną, pospolitą roślinę.  Hades, mimo swej boskości, nie był w stanie odwrócić zaklęcia swej mściwej żony, jednakże udało mu się nieco zelżyć klątwę.  Podarował zaklętej w roślinę Minthe piękny zapach, nabierający słodyczy i czaru im bardziej roślina-Minthe była deptana. Według innej wersji, która jakoś o wiele bardziej mi odpowiada, to sam Hades zmienił kochankę w miętę w roślinę tak pospolitą, ze nie do poznania, przez żonę. Dlatego aby rozpoznać ja wśród wielu innych obdarował ja zapachem. Takich miętowych, którzy ukrywali się przed rodzina, otoczeniem jest tu sporo. Dopóki nie zdobędą się na odwagętak jak znajomi dwóch sympatycznych facetów, którzy  w najbliższą sobotę staną na ślubnym kobiercu, niestety nie będziemy mogli tego widzieć,  w tym czasie będziemy już na północy, pozostaną miętowi. Szwecja bowiem nie jest tolerancyjnym rajem. Poprawność społeczna nakazuje Szwedowi być tolerancyjnym ale w głębi duszy jest takim samy człowiekiem jak Polak, Niemiec. Kiedy Ed załatwiał sobie prace na północy, pracodawca zapytał go z kim jest. Nauczony doświadczeniem odpowiedział, że jest ze swoim sambo. Co ona robi ?- drążył dalej pracodawca.  To nie ona tylko on. Tu nastąpiła znacząca dłuższa pauza. Czy to jakiś problem? – zapytał Ed. Ależ oczywiście nie!-odpowiedział pracodawca. Potem zaś kiedy Ed spotkał się z kolegami z zespołu, z którymi będzie pracować, padły z ich strony pytania z kim tu przyjedzie  i wtedy przyszły szef dwoił się i troił,  co było niezwykle zabawne, aby Ed nie musiał odpowiadać na to pytanie. Dlatego  nie warto być miętowym, warto mieć odwagę.
   W końcu ostatnia rzecz. Szwedzi. Obiegowy obraz Szweda jaki utrwalił się na świecie to cichy, spokojny prawdomówny i prawy człowiek. Może i tacy są, my takich jednak jeszcze  nie spotkaliśmy. Natomiast na południu Szwecji okazało się, że szwedzki pracodawca potrafi, kłamać, oszukiwać, wykorzystywać bezwzględnie fakt,   nieznajomości przepisów przez cudzoziemca. Tym sposobem okazało się, że dobrobyt, jaki dało nam EU, np. w postaci wzajemności uznawania dyplomów lekarskich można sobie miedzy bajki włożyć. Ed  podobnie jak inni polscy lekarze usłyszał od pracodawcy, ze aby być tutaj specjalista musi jeszcze dużo szwedzkiej kultury się nauczyć.  To podziałało na wszystkich jak czerwona płachta na byka i wszyscy tego samego dnia złożyli wypowiedzenie. Dopiero wtedy  okazało się, że kultura szwedzka do niczego nie jest jednak potrzebna, no ale nikt już nie chciał zostać u pracodawcy, który oszukuje i kłamie.  Pewnie trafiliśmy żle, nie mieliśmy szczęścia. Nauczyliśmy się jednak  jednego, ze żyjąc tu trzeba walczyć o swoje tak samo wszędzie. 

   Tak właśnie znaleźliśmy się z Edem w chwili na dzień przed wyjazdem  na północ Szwecji. Wszystko już spakowane, nawet garnitury, krawaty, które tu nie są mi na szczęcie do niczego potrzebne. W poniedziałek wyruszamy uzbrojeni w 7 miesięczne szwedzkie doświadczenie i nadzieje, że w końcu odnajdziemy swoja ziemię obiecaną.