Lato tego roku mija mi pod znakiem  północnej Sverige. Sporo się w tym czasie wydarzyło rzeczy drobnych małych i wielkich. Właściwie wszystko można by sprowadzić do trzech książek, które w tym czasie przeczytałem. Jakimś dziwnym sposobem wpisały się w ten letni krajobraz: słońca, które świeci nawet w nocy, zielonych traw na jeziorze i ulicznego straganu z  truskawkami. Nigdy nie było tak, aby to co czytam mieszało się z moim życiem. Tutaj na północy coś takiego mi się przytrafiło. Książki te otrzymałem jeszcze poczta z kraju, przed przeprowadzką.  Żadnej z nich, raczej nie poleciłby nikomu do przeczytania, bo nie rzuciły mnie na kolana. W każdej widziałem sporo wad, zbytniego nagromadzenia podobnych elementów, które czyniły je  nie do zniesienia przy dłuższym obcowaniu. 

Pierwszą ” Senność Wojciecha Kuczoka, popełniłem, jak mówi moja znajoma, w czasie przeprowadzki. Przerażały mnie  i drażniły wtedy; kartony pudełek, spakowane meble, droga do pokonania, a potem otwieranie drzwi nowego mieszkania, rozpakowywanie  wszystkiego, poznawania nowych ulic, a na dodatek zaczęła mnie boleć noga, którą nadwyrężyłem ciężkim dźwiganiem. Podobnie przerażało mnie i drażniło odkrywanie historii trójki bohaterów powieści, którzy żyli jak w letargu i nie mieli odwagi zrobić kroku do przodu. Miałem jednocześnie wrażenie,  że moje życie kiedy przyjechaliśmy na północ też było trochę snem. Wszystko było jakby obok. Patrzyłem codziennie na błękit nieba, niebieską woda, i wielkie słońce, uśmiechniętych Szwedów na ulicy, ale byłem obok. Nie czułem, że tu jestem. W któryś z pierwszych wieczorów siadłem z Edem do obiadu i nie słyszałem w mieszkaniu nic: ani ludzi za ścianą, ani  ulicy, niczego. Martwa cisza. Pomyślałem; - gdzie jestem, czy to jest koniec świata ? Chyba trafiliśmy w jakąś dziurę czasoprzestrzeni, w której wszystko toczy się ale bez ciebie. Przypomniałem sobie słowa opisujące sytuacje bohaterki powieści Róży; „ zasiada na zydelku, patrzy na rozgardiasz w kuchni, coraz mniej widząc, nie wie gdzie podziało się jej życie. Nie wie nawet kiedy je zgubiła.” Czyżbym w swojej wędrówce i poszukiwaniu najlepszego miejsca do życia na ziemi pomylił się ? Czyżby autor powieści, który nieporadnie kalkuje styl Gombrowicza, wiedział więcej niż ja? Ed czuł się podobnie. Nie mógł odnaleźć się w tym świecie.  Przerażało go nowe miejsce pracy. Drażniły go panujące tam dziwne obyczaje, wśród których normą było, że  pielęgniarka nie potrafi zamówić karetki bez patrzenia w instrukcje postępowania ale za to porusza się po szpitalnych korytarza z pomocą hulajnogi. Drażnili go Szwedzi; ludzie bez wyrazu i własnej woli, potrafiący żyć tylko na prozaku i według scenariusza.  Czy wiecie jak jest różnica pomiędzy pacjentem Polakiem a pacjentem Szwedem. Lekarz przekazuje pacjentowi Polakowi i jego córce wiadomość. Ma pan raka nic nie da się zrobić zostały panu może trzy miesiące życia. Córka wpada w histerie i płacz. Pacjent jest blady z przerażenia, ma łzy w oczach. Jak na taką wiadomość reaguje Szwed. Córka i pacjent uśmiechają się. Pytaja: to co teraz będziemy robić. To nie dowcip to fakt.
Mimo tego w tym czasie staraliśmy się  na tym pustkowiu  żyć. Zwiedziliśmy okolice. Obejrzeliśmy wszystkie filmy w wypożyczalni. W końcu obejrzałem ostatni film Almodavara i zrozumiałem dlaczego uwielbiam ”Kobiety na skraju załamania nerwowego”, oraz Singile Man , który poza piękną muzyka, zdjęciami, no i oczywiście chłopcami nie rzucił mnie jednak na kolana. Poznaliśmy wszystkie ścieżki rowerowe i podjęliśmy nierówna walkę o podłączenie do sieci u dostawcy Internetu czyli Tele2. Nie wiem czy to typowo szwedzkie postępowanie ale firma a raczej jej przedstawiciele okazali się bandą bajerantów, która nawija makaron na uszy klientom. Zaraz po przyjeździe na północ zamówiliśmy Internet. Paczka z instalacją miała przyjść w ciągu 7 dni. Nie przyszła. Kiedy w końcu po kilku telefonach, które wiązały się z co najmniej godzinnym czekaniem na połączenie z konsultantem, skontaktowaliśmy się z przedstawicielem firmy, okazało się, że paczka została wysłana na stary adres czyli na południe zamiast na północ Sverige. Pierwsze próbowano nam wmówić, że to nasza pomyłka. Potem, kiedy okazało się, że to jednak jakiś Szwed coś sknocił,  zaczęło się zwodzenie, że paczka w najbliższym czasie przyjdzie na prawidłowy adres. No i tak czekaliśmy dzwoniąc i wysłuchując różnego rodzaju zapewnień. Kiedy w końcu stwierdziliśmy, że nie ma sensu dłużej czekać i chcieliśmy zrezygnować zaczęto twierdzić, że  to niemożliwe. Miarka się przebrała, kiedy po ponad miesiącu oczekiwania zamiast paczki dostaliśmy rachunek, na podstawie, którego mieliśmy zapłacić za korzystanie z Internetu, który jeszcze do nas nie dotarł.  Zadzwoniliśmy ponownie na infolinie, to znaczy Ed dzwonił, przepraszano za pomyłkę obiecano, że internet przyjdzie zaraz ale rachunek nie może być anulowany i musimy go zapłacić ale za to następne dwa miesiące nie będziemy płacić. 
- A gówno - pomyślałem sobie! Nie będzie mnie żaden szweduch robił w balona! Na pewno jest normalny sposób na rozwiązanie sprawy. Posiedziałem trochę w internie w bibliotece, poszperałem i okazało się, że rozwiązanie  było napisane małym druczkiem na stronach Tele2.  W wolnym tłumaczeniu brzmiało ono tak, jeżeli klient , który z przyczyn od niego niezawinionych nie otrzyma przesyłki w wyznaczonym terminie, i nie zgadza się z nowym wyznaczonym terminem doręczenia, ma prawo odstąpić od umowy. Ed zadzwonił ponownie do naszej kochanej firmy, powołał się na odpowiednie zapisy na ich stronach internetowych, zagrał pięknie role rozłoszczonego klienta, który nie zgadza się z nowym terminem dostarczenia przesyłki i anulował umowę.  

Niestety nawet rozwiązanie tego problemu i podłączenie do sieci już u innego operatora nie poprawiło naszych nastrojów. Nie umieliśmy wyrwać się z letargu. Potem przyszedł dla mnie dzień, w którym wsiadłem do nocnego pociągu i pojechałem odebrać E. z lotniska w Sztokholmie. Jak dotąd jedyną osobę, która odwiedziła nas w Sverige. W drodze zacząłem czytać Kamienna łódz ” Andrew Salomon. Najnudniejsza książka, jaka wpadła mi w ręce w ostatnim czasie. Kupiłem ja zachęcony, interesującą recenzją, niech szlag trafi interesujące recenzje( ! ) W formie monologu, przerywanego  czasami dialogowaniem, bohater opisuje swoją relacje z matką, która nie akceptuje jego homoseksualizmu. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu czytając książkę łapałem się na tym, że myślę o czymś innym. Może dlatego ucieszył mnie tak widok stolicy Sverige, która  w konfrontacji z daleka północą wydała mi się wielka niczym New York. Poczułem się przez moment lepiej: kiedy wędrowałem z E. ulicami Sztokholmu, kiedy mogłem otworzyć papierową Wyborczą i poczytać stek powyborczych bzdur, i kiedy wreszcie mogłem z kimś innym niż Ed porozmawiać po polsku. Niestety planowane wizyty maja to do siebie, że najczęściej coś tam nie wychodzi. W tym przypadku E. trafiła na nasz najbardziej podły nastrój, na skraju załamania nerwowego. Byliśmy podrażnieni, zaczynaliśmy z lekka warczeć na siebie. Zaczęło się od tego, że podczas pobytu w Sztokholmie zblokowałem kartę bankomatowa. Wprowadziłem pewnie zły kod pin, kiedy próbowałem kupić bilety w dworcowym automacie. Gdy wróciłem i okazało się, że karta nie działa, a po mojej interwencji na infolinii zamiast nowego kodu pin  dostałem duplikat starego, Ed zaczął krzyczeć na mnie:

- To twoja wina zawsze musisz coś zrobić jak gdzieś jedziesz!. Ostatnio jak byłeś w Geteborgu to, to cała recepcja hotelowa uganiała się za tobą, żeby ci wytłumaczyć, że wypadł ci portfel.  Jesteś tu już tyle czasu a nie potrafisz się dogadać się po szwedzku!

- Spróbuj ty! – warknąłem, bo byłem wściekły na Eda. Nie lubię kiedy przypomina mi ten incydent z hotelu.  Zawsze uważam na portfel z dokumentami i pieniędzmi. Tam jednak, jakoś tak się stało, że wypadł mi w recepcji. Nie wiem jak to mogło się stać?  Na szczęście dla mnie  wszystko odzyskałem, dzięki sympatycznej szwedzkiej recepcjonistce, z która niestety nie bardzo mogłem się porozumieć ani po szwedzku ani po angielsku.
No i Ed spróbował dogadać się z infolinia banku. Usłyszał to samo co ja, że kod jest dobry i kartę trzeba jeszcze raz spróbować użyć w bankomacie. Jeżeli okaże się, że nie działa, to pewnie uległa jakiemuś mechanicznemu uszkodzeniu. Trzeba ja wtedy zastrzec i zmówić nową.  Poszliśmy grzecznie do bankomatu, sprawdziliśmy  no i nie działała. Ale wina i tak pozostała moja. Tak samo, jak to, że zamówiliśmy internet, który nie przychodził, że trafiliśmy na północ Sverige, gdzie jest koniec świata. Tak samo jak i to, że w ogóle wyjechaliśmy do Sverige. Siedzielibyśmy sobie teraz w Polsce i było super.

- Skoro tak uważasz – nie wytrzymałem –to możemy się już pakować i wracać!

– No tak ale kiedy wrócimy to znowu zamieszkamy razem. A kiedy mama będzie chciała przyjechać, co wtedy?

- To może najwyższy czas przed powrotem żebyś jej powiedział!

Nie sądziłem, że Ed może potraktować moje słowa tak dosłownie. Jego więź z matka zawsze była mocna  i miała istotne znaczenie dla nich obu. Trochę przypominała, to co czytałem u Salomona. Dzwonili do siebie, rozmawiali. Jedno potrzebowało drugie. Ed jednak nigdy nie odważył się powiedzieć jej kim jest, że od jakiegoś czasu nie tylko żyje z facetem pod jednym dachem ale ten dach nawet sobie kupili wspólnie. Nigdy nie naciskałem go w kwestii ujawnienia się. Sam miałem z tym problem. Gdyby  moja matka, która przyzwyczajona do moich życiowych dziwactw przed wyjazdem, nie zapytała wprost czy wyjeżdżam z Edem, temat mojej odmiennej seksualności dalej pozostawałby tabu. Następnego dnia wrócił z pracy przywitał mnie słowami:

- Powiedziałem jej… jest fatalnie.

Pomyślałem: – chłopie coś ty zrobił. Ona siedzi  na drugim końcu Europy a ty przez telefon robisz przed nią cuming out a teraz nie tylko ty ale i ja, i wszyscy wokół nas jesteśmy narażeni na próby akceptacji twojego gejostwa na odległość.  Nie powiedziałem mu tego, widziałem jak jest przybity, starałem się być przy nim i jakoś pomóc,  ale nie były to łatwe chwile. Potem wszystko było tak jak u bohatera powieści „ Kamienna łódź”; „ który ugryzł się w dolna wargę i została mu ranka, którą wszystko zaogniało jak lody”. Dziwne, że w tak kiepskiej powieści znalazłem taki niezwykły cytat, który oddawał istotę zaistniałej sytuacji. Od strachu, przez negacje do powolnej akceptacji i wszystko to działo się głównie pomiędzy Edem a jego matka ale  nie czyniło naszego życia na północy łatwiejszym. Mimo to dobrze, że Ed powiedział  o sobie mamie. Myślę, że z czasem oboje  poczują się lepiej z tą wiedzą. 
Niestety cuming out nie dał nam odpowiedzi na podstawowe pytanie zostać czy wracać. Mimo odwiedzin E. byliśmy tu całkiem sami  wśród Szwedów, których interesuje tylko kupienie w każdy piątek w sklepie monopolowym Systembolaget alkoholu w kartonowych zgrzewkach, w takich ilościach, że mogłyby powalić słonia. Nie mieliśmy jednak odwagi powiedzieć; wracamy, bo co z tego, że mama Eda wiedziała skoro inni nie widzieli. Co będzie jak się dowiedzą. Świadkiem burzy nastrojów była oczywiście E., która sprawiała co prawda wrażenie jakby kompletnie tego wszystkiego nie zauważała, nawet zachwycała się krajobrazem , miejscem, na pewno jednak coś z tego do niej docierało.  Staraliśmy  się ratować sytuacje a to robiąc biszkopt z bita śmietaną i wielka ilością truskawek ( opanowałem tą sztukę do perfekcji ), wyprawami nad wodę aby oglądać motorówki, nad bajkowy wodospad w Storfosen ale …

Nasza niemożność zrobienia kroku w przód spowodowała, że zaczęło być mi obojętne, co się stanie, byleby coś się tylko stało. No i stało się, któregoś popołudnia po powrocie z pracy Ed stwierdził.:

- No tak!, Nie ma nic za darmo!, Zrobić specjalizację, uzbierać trochę pieniędzy, zwiedzić świat – można to wszystko mieć, tylko trzeba za to odpowiednio zapłacić.  Zacisnąć zęby i udawać, że tu jest dobrze, że jesteś szczęśliwy. Nie ma nic za darmo.
Przypomniały mi się wtedy słowa Sartra, którymi opatrzył swoją powieść  Miasto i psy”  Mario Vargas Llosa, w czytanym niedawno  nieocenzurowanym wydaniu polskim (tak na marginesie sama powieść dla mnie mocno hermetyczna, nawet nieco klaustrofobiczna ale jeśli ktoś chce może sam sprawdzić);  udaje się bohatera bo się jest tchórzem, i świętego bo się jest niegodziwcem, udaje się mordercę, bo się ma szalona ochotę  zabić bliźniego, udaje się bo jest się urodzonym kłamca”  i wszystko stało się dla mnie  już jasne. 

Od paru dni tutaj niebo zaczyna przybierać szary odcień, nocami nie świeci już słońce, posiwiały trawy na jeziorze, zrobiło się chłodnej i zaczął padać deszcz. Zniknął już na dobre stragan  z truskawkami a mnie w końcu przestała boleć noga. Kończy się lato, tutaj szybciej niż w innych częściach świata.  Dzisiaj rano znalazłem swój pierwszy siwy włos, potem patrząc przez okna sypialni stwierdziłem, nie powinny one wychodzić na inne okna a Ed powiedział się, że otworzono nowe połączenie lotnicze z północy Sverige do Warszawy, co prawda przez Rygę ale leci się tylko 6 godzin. Może zatem  czas najwyższy przestać udawać i zacząć żyć.