Wpisy z okresu: 11.2010

  
Ostatnio szedłem  korytarzem w szkole, gdzie uczę się szwedzkiego i zauważyłem dwóch tajskich chłopców. Mają może po dwadziescia kilka lat. Kroczyli śmiało trzymając się za ręce i uśmiechali się do siebie. Yuleidi  – Kubanka ze Stanów, Davud z Turcji, Armagan z Iranu, Andres ze Szwajcarii, Olga z Rosji i pozostali, którzy to widzieli,  nic nie powiedzieli. Tak zwyczajnie pojawili się i zostali, nie wzbudzjąc żadnego nadmiernego zainteresowania.



   Wychodzę z domu rano. Dopiero zaczyna robić się jasno. Wszędzie biało od śniegu. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się  do takiej pogody w listopadzie. Szwedzcy mężczyźni pookrywali tatuaże na: łydkach, szyjach i rękach długimi spodniami, kurtkami i szalikami. Przez cale lato te tatuaże i seksowne męskie ciała, na których się znajdowały  syciły moje oczy. Niestety teraz sześć miesięcy zimy przede mną. Idę w stronę głównego deptaka w mieście. Mała uliczka, pełna drewnianych domków przypomina jedyny szwedzki film, który oglądałem w dzieciństwie  Pippi Långstrump. Po obu jej stronach latarnie, jakby z epoki wiktoriańskiej. Życie tutaj jeszcze się nie zbudziło. Witryny sklepowe wciąż udekorowane są nocnymi światłami. Jedynie w pobliskim barze widać, jak w głębi krząta się kobieta z odkurzaczem a z cukierni, nazywanej przez Szwedów konditori (co przypomina raczej nazwę biura), wychodzi jakiś klient. Mróz napina skórę na moich policzkach a w głowie dudni mi echo butów stukających o kostkę brukową. Chwila, chwila! Dziś jest  13 stopni poniżej zera, wszystko pokryte grubo śniegiem a główny deptak  na Północy Sverige ma suchą kostkę brukową! To tylko szwedzka głowa mogła wymyślić 200 metrów podgrzewanej ulicy  przed kołem podbiegunowym, że niby tu tak wspaniale jest  i żyć się da bez problemów. Gra pozorów pójdziesz kawałek dalej za tę kostkę a wszystko zawalone śniegiem, drogi nie odśnieżone, nie posypane. 

   Gra pozorów, to chyba taka szwedzka specjalność. Kiedy jesteś w Sverige widzisz rzędy czerwonych drewnianych domków, jednakowe, bloki. Wszystko identyczne, równiutkie jak od linijki, myślisz że ta zewnętrzna harmonia musi oddziaływać, na to co jest w środku. Od miesiąca obserwuję życie takiego wnętrza. Z okna naszej sypialni widać mieszkanie Sąsiada, a że Szwedzi nie używają żadnych zasłon, bo nie maja nic do ukrycia a porządny Szwed nie zagląda nikomu w okna, widać wszystko jak na dłoni. Ja nie jestem porządnym Szwedem tylko Polakiem i mimo, że bardzo się staram  nie zwracać uwagi na to, co dzieje się w innych oknach mój wzrok skierowany w ich stronę zawsze zatrzymuje się o ułamek sekundy dłużej. No więc od miesiąca, kiedykolwiek na  chwilę dłużej nie zatrzymałbym wzroku na oknach Sąsiada, widze jak on leży w ubraniu na kanapie a w mieszkaniu świeci się światło. Dzień, noc, praktycznie ta sama pozycja, minimalny ruch i nie zmieniające się światło! Jakby czas nie istniał. Wydawałoby się normalny facet ale zero zdrowego trybu życia;  codziennego joggingu, siłowni, socjalizacji z innymi typu; chór, czytelnia, czym tak obsesyjnie chwalą się Szwedzi. Wczoraj po raz pierwszy nastąpiła jakaś zmiana po godz. 22.00 zauważyłem, że Sąsiad  siedzi za stołem  i gra w karty z dwoma mężczyznami. Dziś rano jednak wszystko wróciło do normy i poprzedniego rytmu. W tym przypadku  zewnętrzna harmonia niestety nie oddziałuje  na tego, który jest w środku. Ładne opakowanie z zewnątrz a w środku… pusto. Kolejna gra pozorów, bo raczej nie jest to dowód, że Szwedzi posiedli umiejętność życia samemu.  Boje się teraz zatrzymywać dłużej wzroku na innych oknach i zastanawiam się; kiedy i dlaczego życie człowieka zmienia się w takie trwanie jak u Sąsiada ? 

   Ostatnio wbrew sobie dałem się namówić na uczestnictwo w möte w szkole gdzie uczę się szwedzkiego. Owo möte to comiesięczne spotkanie: przedstawicieli uczących się z kierownictwem szkoły, reprezentantem gminy czyli Komun, jak to tu nazywają (choć mi to słowo jakoś dziwnie się kojarzy) oraz przedstawicielami lokalnych ugrupowań politycznych. Taki rodzaj aktywizacji do życia społecznego. W trakcie tego möte  każdy może powiedzieć co mu się podoba lub nie,  jakie ma problemy a władza wysłucha a potem będzie się starała coś zaradzić. Będąc na tym przedziwnym forum ze zdziwieniem stwierdziłem, ze moja percepcja szwedzkiego wzrosła zdecydowanie. Zanim wyjechaliśmy do Sverige słyszałem jak ktoś opowiadał,  że gdzieś tak po pół roku pobytu i osłuchania się z językiem  przychodzi moment, kiedy umysł otwiera się i zaczyna się rozumieć co  mówią wokoło. No cóż, ja jestem trochę tępy i stary, więc u mnie trwało to rok. Siedziałem i rozumiałem prawie wszystko a nawet i to, co powiedziane nie było, że möte jest tylko po to, by maluczcy mogli powiedzieć co ich boli i poczuć sile wolności słowa, ( jak somalijscy uchodźcy, którzy szczerze powiedzieli o braku biletów dla dzieci dojeżdżających do szkoły, braku możliwości nauki zawodu, po którym będzie praca, wreszcie braku pracy samej) a władza była usatysfakcjonowana w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. To nic, że żaden problem nie został rozwiązany. Ważne, ze każdy dostał to co chciał. Pozornie niby wszystko jest ok, no właśnie pozornie. Zaczynam się poważnie obawiać czy moje życie tutaj nie staje się przypadkiem coraz bardziej pozorne. 

   W tych obawach zastała mnie wiadomość z kraju , że E. jest poważnie chora. Poczułem złość, że nie jestem teraz w Polsce, że nie mogę nic poradzić na chorobę kogoś bliskiego…pozostaje mi tylko nadzieja, że będzie dobrze, nie tylko pozornie…


  • RSS