Wpisy z okresu: 1.2011



Na początku zapowiadało się mało ciekawie; 6,5 godziny lotu do Las Palmas. Nie lubię latać.  Niestety są miejsca, do których szybko i bezproblemowo można się dostać tylko samolotem. Wtuptałem więc za Edem  niechętnie na podkład flagowej jednostki TUI. Samolot wypełnił się szybko tłumem Szwedów z północy; poczynając od dziadków a na małych dzieciach kończąc. Wystartowaliśmy, zostawiając za sobą tumany śniegu i ciemną noc polarną. Mimo, że powinienem czuć się zjednoczony z pozostałymi pasażerami, w chęci jak najszybszego dotarcia do miejsca, gdzie króluje słońce, drażniło mnie: ścisk i duchota, wrzaski i płacz małych dzieci, niekończące się kolejki chorych prostat i pęcherzy do ubikacji. Ulgę poczułem dopiero, kiedy po wylądowaniu opuściłem wielkiego boeinga. Owiał nas ciepły, nocny wiatr i od razu wszystkie troski zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dotarliśmy szybko do hotelu. W recepcji przywitała nas z uśmiechem zniemczona Polka: o panowie z Polski, dziś właśnie przyjechało tu dużo Polaków. Jakoś nie zmartwiło nas to zbytnio. Ulokowaliśmy się w pokoju i grzecznie poszliśmy spać. 

Pierwszy ranek przywitał nas wspaniałym słońcem. Oczom w pełnym blasku ukazały się: strzeliste palmy, zielona trawa, kolorowe kwiaty, słychać było nawet śpiew ptaków. Panująca na zewnątrz temperatura spowodowała, że zamieniliśmy zimowe kurtki na krótkie spodenki, koszulki z krótkim rękawem, klapki i przeciwsłoneczne okulary. Cudownie było oddychać atmosferą lata w środku zimy. Rozkoszowaliśmy się widokiem niebieskiej wody, spacerami brzegiem morza, kiedy stopy omywane falami grzęzły w piasku. Ed od razu rozłożył się na leżaku, wymaział tłustymi olejkami i zażywał kąpieli słonecznych . Próbowałem robić tak samo ale po 15 minutach, kiedy pot występował na moje plecy i czoło zrywałem się i szukałem czym prędzej cienia. Dlatego szybko porzuciłem leżakowanie na rzecz spacerów wzdłuż brzegu. Ed zresztą po trzech dniach też zmuszony był z niego zrezygnować, kiedy okazało się, że dostał uczulenia od nadmiernego nasłonecznienia  i całe nogi pokryły mu czerwone krosty.

Początkowo wieczory spędzaliśmy na terenie hotelu  gdzie alkohol lał się strumieniami  w darmowych drink barach. Tzn. głównie ja, bo Eda pochłonęła lektura Millenium Stiega Larssona. Tym sposobem pewnego wieczoru poznałem dwóch sympatycznych chłopaków: Kubę i Krystiana,  mieszkających i pracujących w Irlandii.  Spotkaliśmy się w nocnej dyskotece, gdzie atletyczna muskulatura Kuby wzbudziła niezdrowe zainteresowanie pijanego polskiego Węgra, którego ochrzciliśmy Yumbo. Yumbo w porównaniu z Kubą był wielki jak  mutant, z grubym  łańcuchem na szyi. Ubrany tylko w krótkie spodenki, wciąż prężył muskuły. Koniecznie chciał  porównać je z mięśniami Kuby. Potem chciał się siłować a na końcu zrobił się tak słaby, że zaproponowałem Kubie, że może by jednak tego rodaka, który co prawda nie umie słowa po polsku, odprowadzić do pokoju.  Moją propozycję Kuba, nie wiem czemu, odczytał jako czyhanie na jego cnotę i skryte współdziałanie z Yumbo ( jakaż ta młodzież dziś wrażliwa ).  Cóż pozostało mi samemu odprowadzić Yumbo. Na szczęście, kiedy okazało się że Kuba nie idzie z nami , Yumbo otrzeźwiał i pobiegł w te pęda sam do pokoju. Komiczna sytuacja miała kontynuacje następnego dnia. Przy basenie zobaczyłem Yumbo całującego się ze swoja dziewczyną i tak się zastanawiałem: czego on chciał od  Kuby, i które to mięśnie chciał porównywać?

Niestety z małymi wyjątkami plaże basenowe i nadmorskie zapełnione były samymi emerytami. Powodowało  to ogromny smutek Eda, który narzekał nieustannie, że: nie ma sprawiedliwości na świecie! W pracy musi oglądać ciała starych dziadków i tu na słonecznej plaży również. Ja z kolei spragniony wszelkiego ludzkiego kontaktu, po pobycie na szwedzkim odludziu, obserwowałem  wszystkich wokoło. O dziwo mniej drażnili mnie Polacy, których faktycznie w hotelu było sporo, a o wiele bardziej Szwedzi.  Coś się  zmieniło przez ten pobyt w Szwecji. Patrzyłem na tych szwedzkich ludziów, którzy od pierwszych do ostatnich promieni słońca leżakowali,  obracając swoje cielska , niczym wielkie morświny, tylko wtedy gdy trzeba było zasuwać do baru po drinki, piwo lub hamburgery. Wieczorem kolacja  suto zakrapiana alkoholem a potem znowu bar i alkohol.  Tak się zastanawiałem : kto więcej pije? Każdy powie, że Polak ale ja zaczynam mieć wątpliwości.
Natomiast wśród Polaków moją uwagę zwróciła para mieszana jak ich nazwałem. Dziewczyna dobrze po trzydziestce i chłopak, typ głęboko zaburzonego na swoim punkcie metroseksualisty-pleya. Wszędzie chodzili razem ale jak wnikało z podsłuchanej przeze mnie przypadkowo rozmowy, razem nie byli. Przyjechali tu w celu zarywania towaru. Dlatego w dzień  trochę kręcili się po plaży a przed północą  wyjeżdżali na ławy do klubów i dyskotek.  Dziewczyna próbowała pewnie złowić facetów (może jakiś desperat się znalazł? ) ale pleyu wydaje mi się, że  był zainteresowany również chłopcami. Nie wiem jak faktycznie było ale na pewno z tym bosko wyrzeźbionym ciałem, bez grama tłuszczu, wypielęgnowanymi ( nawet u stóp ) paznokciami, nie miał najmniejszych problemów ze złowieniem kogoś z obojga płci.

Ich nocne wyprawy spowodowały naszą chęć zakosztowania uroków nocnego życia.  Wybraliśmy się do centrum gejowskiej rozrywki  w Yumbo Center w Playa del Ingles. To faktycznie jest prawdziwe centrum; pełno knajpek, lokali, ciemnych przybytków. Kolorowy świat gejów: pięknych i brzydkich, młodych i starych przegiętych i męskich. Kogo byś chciał tam spotkasz. Między nimi zupełnie swobodnie i bez skrępowania chodziły pary starszych babć i dziadków. Niezapomniany widok. Tak sobie pomyślałem a możeby coś takiego na Rynku w Krakowie.  Kilka barów wzbudzało zrozumiałą sensacje. W jednym: na stołach  tańczyli w ryt muzyki techno roznegliżowani chłopcy, w innym śpiewały Darg Queen. Muszę przyznać, że pierwszy raz widziałem ich na żywo i jestem pod wrażeniem. Niektórzy wyglądali piękniej niż nie jedna kobieta. Jeden był cały rozebrany, owinięty w pióra u szyi i na piersiach, tańczył na wielkich koturnach. Ta atmosfera swobody udzieliła się i nam. Ed po dwóch miesiącach abstynencji  zapalił papieroska a ja zdobyłem się na odwagę i poszedłem zobaczyć jak wygląda wnętrze darkroomu. Muszę jednak przyznać, że ani Ed z dostarczonej organizmowi nikotyny ani ja z zaspokojenia próżnej ciekawości nie byliśmy jakoś zadowoleni.


Pod koniec pobytu mimo słonecznej i błogiej atmosfery doszło miedzy nami do spięcia. Zaczęło się od kwestii prozaicznych – pieniędzy; czyli kto co powinien,  a czego nie, poprzez seks a właściwie jego brak w ostatnim czasie, a skończyło  na braku spójnej a przede wszystkim jednolitej wizji związku i życia po powrocie do kraju. Pomyślałem wówczas no tak, Szwecja zmieniła nas. Wypaliło się chyba to, co było, a na razie jeszcze nie ma nic w zamian. Nie stworzyliśmy tego. Po ponad10 latach znaleźliśmy się, jak to mówią, na zakręcie. Ten wyjazd pokazał to niestety wyraźnie. Dlatego nie możemy odkładać problemów na potem. To jak będzie, i co będzie zależy od nas tu i teraz. Trzeba nam tylko trochę wiary, rozmowy i wyrozumiałości.

Kiedy wróciliśmy na zimną północ na powrót ogarnęło mnie jednak uczucie smutku. Nawet Ed nie pamiętał o moich imieninach, więc popadłem w odrętwienie…


   W związku z minionym rokiem wszyscy robią bilanse,
podsumowania. Pomyślałem sobie, że chyba powinienem i ja dokonać  małe resume. Będzie jednak krótko, bez
patosu.

   W roku 2010 spadło z moich oczu kilka zasłon. Po pierwsze odnośnie
Szwecji, która niestety
nie okazała się  wymarzonym rajem, i wiem już na
pewno, że to nie jest miejsce w którym dalej chce żyć. Po drugie, w zakresie przyjaciół.  Przed wyjazdem tylu ich zapewniało, że będzie
pamiętać. Pamiętało … no nie ważne ilu, ważne, że jednak ktoś pamiętał.  Po trzecie, że na
pracy, która zostawiłem w Polsce świat się nie kończy. Po czwarte, że nie dla
każdego kierownica jest stworzona i ja do tych osób właśnie się zaliczam.
Z  drobnych pozytywów. W końcu udało mi
się  zrobić prawdziwą struclę zawijaną z
makiem, którą zajadaliśmy się z Edem przez Święta. Zobaczyłem białe noce. Pisanie
bloga okazało się  większa przygodą niż
się  spodziewałem. W końcówce roku
założyłem nawet drugiego. Odnośnik w zakładce  nowe miejsce zamieszkania. Piszę tam o tym,
co na prawdę lubię czyli o książkach.

   Na co liczę w Nowym Roku.; że uda mi się
zobaczyć zorze polarna, że w końcu znajdziemy z Edem miejsce, w którym będziemy czuć
się dobrze, oraz że moi bliscy będą zdrowi.

   Teraz póki co, zabieramy się za pakowanie walizek i jedziemy w
niedługo tam, gdzie można zażywać słońca na plaży. Czego wszystkim
w ten zimowy czas życzę.

 



  • RSS