wtorek wieczór – północna Sverige

   Wszystko było już spakowane. Co nie udało się zmieścić w samochodzie znalazło swoje miejsce w koszu. Niestety sporo tego było.  Musieliśmy się pozbyć części książek, rzeczy z kuchni, no i ciuchów. Sortowaliśmy je dwa razy, dziwiąc się że w przeciągu tak krótkiego czasu byliśmy stanie zgromadzić tego aż tyle. Wiele z nich już nie używamy ale jakoś żal się tego pozbyć i tylko upychaliśmy w szafy. Tak dzięki przeprowadzce nastąpiło ostre czyszczenie garderoby. Do wyjazdu mieliśmy jeszcze dwie godziny. Położyliśmy się na podłodze w pustym, ciemnym pokoju a śnieżna noc patrzyła na nas przez okno. W pewnym momencie zauważyliśmy zielona poświatę na niebie, potem fioletową, potem niebieską. Podeszliśmy do okna i nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom.  Na całym niebie żarzyła się zorza polarna. Już straciłem nadzieje, że żyjąc tu uda mi się ją jeszcze zobaczyć a tu proszę, taka niespodzianka na chwile przed wyjazdem. Niesamowity widok, to jakby całe niebo mieniło się wszystkimi kolorami tęczy.  Opuściliśmy mieszkanie, wsiedliśmy do samochodu  i ruszyliśmy  w drogę powrotną. Zorza wciąż była, kiedy pustymi drogami, wśród lasów zmierzaliśmy w stronę południa, towarzyszyła nam aż do granic północy  by wkrótce potem przemienić się w przepiękne słońce. Nie wiem czy ta zorza była dobrym znakiem, prezentem na pożegnanie. Podobno wcale nie tak łatwo ja spotkać. Są ludzie, którzy żyją kilka lat na północy i nigdy jej nie widzieli. Wiem jedno gdybyśmy nie przejechali na północ sverige nigdy byśmy jej nie zobaczyli, tak samo jak białych nocy. Nigdy nie przekonalibyśmy się, że piękno wokół nie koniecznie musi się przełożyć na piękne życie i dobre samopoczucie.

Środa, czwartek, piątek – podróż na południe

   Droga była męcząca. Prawie 19 godzin jazdy samochodem aby dotrzeć do portu w Nynashamn pod Sztokholem. Potem kolejne 19 godzin na promie do Gdańska no i kolejne naście godzin z przerwa na sen by dotrzeć do stolicy Podbeskidzia. W trakcie tego rajdu do punktu wyjścia  sprzed prawie 1,5 roku oboje z Edem doskonale wiedzieliśmy, że nie tylko nie wracamy do tego co było, ale my też nie jesteśmy już tacy sami. Po drodze w tłusty czwartek zatrzymaliśmy się na terenie Polski w jakiejś przydrożnej knajpie i uraczyliśmy się pierogami i pączkami, i wiedzieliśmy już  czego nam brakowało i dlaczego wróciliśmy. Kiedy zaś w piątek wieczorem dotarliśmy w końcu do domu i  spojrzeliśmy na panoramę miasta nocą z uśmiechem popatrzyliśmy na siebie.


od soboty do soboty czyli pierwszy tydzień w Polsce

   Otrzeźwienie przyszło rano. Po przebudzeniu zlustrowałem dokładnie mieszkanie i stwierdziłem, ze wynajmujący pozostawili je brudne. W sobotę musiałem się zabrać za ostre porządki a Eda wysłałem na zakupy co by nie przeszkadzał. Wieczorem zrobiło się już przytulnie i czysto. Następnego dnia wybrałem się w odwiedziny do rodziców. Postarzeli się bardzo, szczególnie tata ale jak zwykle przywitali mnie uściskami pocałunkami, tak ciepło. Dobrze mi się zrobiło. Potem od nowego tygodnia wyruszyliśmy w Polskę w poszukiwaniu pracy. Mieliśmy przed powrotem przygotowanych kilka ofert  rozsianych po całym kraju, miedzy górami a morzem. No ale żeby na coś się zdecydować to trzeba pojechać, zobaczyć , poznać szczegóły. Tak więc przemierzyliśmy drogi  z południa przez Wrocław, Poznań aż do Koszalina a potem do Warszawy. Wróciliśmy w piątek wieczorem wykończeni, zafundowaliśmy sobie ulubioną wielka pizze w Margercie. Czas pokaże, na które z tych miejsc się zdecydujemy a może zostaniemy tu gdzie jesteśmy. Jak na razie patrzymy z ostrożnym optymizmem w przyszłość, bo życie jest piękne tylko trzeba je umiejętnie wykorzystać.
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć, że w Warszawie spotkaliśmy się z POZASOBA. Fajnie było poznać go w końcu w realu.