Sierpień wcale nie jest lepszy od deszczowego lipca.

Jeżdżę w upale codzienną drogą do pracy.

Sznur samochodów wlecze się  po asfalcie.

Wiatr jakby nie istniał a droga prowadziła nie wiadomo dokąd.

W powietrzu jest duszno od zapachu siana.

Wreszcie droga się kończy i  

wchodzę za ogrodzenie gdzie czas się zatrzymał.

Pełno tu  drzew i traw.

Są stawy zarośnięte tatarakiem i pokryte rzęsą.

W powietrzu latają kolorowe motyle,

słychać skrzeczące kaczki i cykanie świerszczy.

Na ścieżce pod zagajnikiem

widziałem ostatnio dwa zające, sarnę i młode żmije.

Co za odmiana po dusznej atmosferze zamkniętych  biur.

Patrzę i zastanawiam się czy ten świat naprawdę istnieje.

Tak różny od zgiełku miasta,

zatłoczonych galerii handlowych,

natłoku informacji w sieci.

Chciałbym krzyczeć parafrazując znane słowa:

o mój wymarzony, o mój wytęskniony…niech ten sen całe życie trwa!

 

Nic jednak w tym świecie nie jest wieczne.

Przelatuje błękitna ważka,

( czy ktoś jeszcze ostatnio widział błękitną ważkę?!)

I pojawia się cała menażeria ludzkiego gatunku;

kuszące pieprzyki na biuście pani Oli,

wytatuowane łydki Łukasza,

orli nos Grzesia,

falujące pośladki grubego Rysia,

zniewalająco niebieskie oczy Rafała,

wygłodniały wzrok czarnej Ewy,

zapach wody kolońskiej młodych chłopców,

gorzki zapach perfum kobiet w okresie menopauzy,

zapach potu spracowanych facetów po 50-ce.

Wszyscy gdzieś gnają,  pędzą, coś załatwiają.

Nie zauważają jedni drugich.

Duchota się nasila.

Dzień mija za dniem.

 

Znowu przelatuje błękitna ważka.

Zaczyna padać.

Powietrze staje się czystsze.

Pojawia się klepsydra;

„Odszedł od nas wspaniały kolega,

przepracował z nami 35 lat.”

Wszyscy czytają:

kuszące pieprzyki na biuście pani Oli staja się niewidoczne,

wytatuowane łydki Łukasza chowają,

orli nos Grzesia zmniejsza,

falujące pośladki grubego Rysia przestają falować,

zniewalająco niebieskie oczy Rafała szarzeją,

wygłodniały wzrok czarnej Ewy staje w martwym punkcie,

zapach wody kolońskiej młodych chłopców staje się mniej intensywny,

gorzki zapach perfum kobiet w okresie menopauzy jest prawie niewyczuwalny,

a zapach potu spracowanych facetów po 50-ce nie drażni.

Cisza.

Nieustanny bieg został na moment zatrzymany.

Wydaje się, że słychać myśli:

„Ciągle gnamy  za czyśmy,

chcemy mieć więcej, lepiej, doskonalej,

dni umykają i zanim się zorientujemy nas nie ma.”

W oddali patrzy w bezruchu na zbiegowisko zając.

Nagle zrywa się,  odwraca i kicając odchodzi w siną dal.

 

Życie potrafi jednak zaskakiwać.

Nie sadziłem, że w nowej pracy,

będę mógł tyle zobaczyć i jeszcze więcej usłyszeć.