Wpisy z okresu: 1.2012

Śnieg pada już trzeci dzień. Wszędzie biało. Zima drogowców znowu zaskoczyła. Mam nawrót szwedzkiej depresji. Nie chce mi się wychodzić z domu. Ed powiedział, że nie  powinieniem panikować.  Dzień trwa przecież ponad osiem godzin a nie dwie jak pod kołem podbiegunowym. Też mi pociesznie. U niego nad morzem nie ma tego białego gówna!  Mam ochotę urżnnąć się  i obudzić wiosną albo stać się rośliną doniczkową, która jest  pielęgnowana,  doglądana, kochana i ma święty spokój,  żyjąc pod szklanym kloszem…


Przed świętami – kupić prezent.
Praca, praca, wyjazd do Eda na Święta.
Krótkie chwile razem, szybki powrót.
Znowu praca, praca.
Bo bez pracy nie ma kołaczy.

Sylwester – kupić papier toaletowy,
bo tak dalej egzystować nie można!
Próba snu,  petardy, błyski na niebie.
Kurde, co ja tu robię sam?

Nowy Rok – kupić tabletki od bólu głowy.
Praca, praca, nowe miejsce, nowa firma.
Kraina błękitnych ważek już przeszłością.
Jak będzie tu?
Ostatnio przeczytałem;
„wszystko może się wydarzyć,
nigdy jeszcze tak nie było,
żeby coś się nie wydarzyło”. 
Kto wie co  ześle  dobrotliwy Bóg ciot?

Przed świętem Trzech Króli – muszę kupić benzynę.
Jadę, wiatr dmucha tak mocno,
jakby chciał mnie porwać razem z samochodem.
Boże ciot, nie chcę jak Dorotka trafić do krainy nigdy – nigdy!
Chcę jeszcze kupić  trochę szczęścia i żyć!


Ps. cytat pochodzi z M.Witkowski ” Lubiewo”,
które ostatnio przeczytałem
i urzekła mnie książeczka


  • RSS